Niebieskie Pudełko Niemowlę Karmienie i dieta Karmienie naturalne Szantaż laktacyjny, czyli „czy jestem złą matką?”

Szantaż laktacyjny, czyli „czy jestem złą matką?”

Pół wieku temu na świecie wyznawany był pogląd „ręce od dziecka, a w ręku zegarek”. Oznaczał on ni mniej ni więcej, że jeśli dziecko jest nakarmione, przewinięte i wyspane, to nie ma prawa płakać i nie trzeba się nim zbytnio zajmować, w pielęgnacji zaś chodziło o ścisłe przestrzeganie godzin posiłków i ich liczby. Pomocna wówczas była butelka, która pozwalała na lepszą kontrolę ilości zjadanego pokarmu. Całe szczęście czasy się zmieniły, jednak czy nie popadliśmy z jednej skrajności w drugą?

Stowarzyszenia na rzecz karmienia piersią

Nikt nie zaprzeczy, że mleko matki jest najlepszym z pokarmów i chwali się propagowanie tej metody karmienia. Coraz więcej ludzi, także tych z pierwszych stron gazet, przedstawia karmienie piersią jako jedną z form sukcesu, jako coś modnego. Uświadamia się społeczeństwu zalety kobiecego pokarmu, przedstawia plusy wynikające z wyboru tego sposobu karmienia i wszystko by się zgadzało, gdyby nie niepokojące zjawisko dotykające coraz więcej kobiet.

Dla jednych jest to świadoma decyzja, dla innych konieczność, jednak słychać głosy i oburzonych i zrozpaczonych mam, że są piętnowane przez otoczenie, dlatego że nie karmią piersią. Wmawia im się, że są złymi matkami, które myślą wyłącznie o własnej wygodzie, a nie o dobru dziecka – jego zdrowiu i prawidłowym rozwoju. Można odnieść wrażenie, że karmienie dziecka mlekiem modyfikowanym mogło w znaczący sposób zagrażać jego zdrowiu bądź życiu. A przecież to kompletna bzdura.

Karmiąc butelką nie jesteś złą matką!

Różnie to w życiu bywa i każda z mam ma swoje powody, dla których karmi butelką. Czasem jest to rozwiązanie pośrednie polegające na odciąganiu pokarmu (tu pomocny jest laktator ręczny) i podawaniu go w butelce (picie z butelki jest dla niemowlęcia mniej męczące). Częściej jednak jest to karmienie wyłącznie mlekiem modyfikowanym. I choć pokarm kobiecy jest biologiczne lepszy, to jednak nie można twierdzić, że karmiąc dziecko sztucznie naraża się jego zdrowie. Zwłaszcza, że osoba postronna nie wie, co leży u podstaw decyzji danej mamy i nie ma prawa jej szykanować tylko dlatego, że w czyimś mniemaniu nie daje dziecku tego, co najlepsze. Bo być może kobieta ta mimo chęci i prób nie ma pokarmu, by piersią wykarmić swoje dziecko i opinie, że jest złą matką, będą dla niej jeszcze bardziej krzywdzące.

Twoje korzyści z rejestracji

  • Udział w Niebieskim Konkursie
  • Darmowe e-booki
  • Darmowe szkolenia online
  • Newsletter z poradami na 34 tygodnie ciąży i 12 miesięcy życia dziecka
  • Oferty i zniżki dopasowane do Ciebie
  • Wymiana doświadczeń na Forum
ZAREJESTRUJ SIĘ

Zobacz również

19 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sciagam melko laktatorem po 6-7 godzin dziennie. Moja dwutygidniowa cora zjada ponad 800 ml dziennie (robie notatki, podliczam). Inne dzieci podobno okolo 550 ml. Musze dokarmiac modyfikowanym. Po godzinie laktatora uzbieram 100 ml zaledwie. Zle sie czuje z tym, ze raz, dwa razy dziennie daje sztuczne mleko ale co mam poradzic?

a nikt nie wspomni o takiej sytuacji, kiedy matka musi karmić butelką, bo sama się leczy i jest zakaz na pierś.

Ciezko czyta sie tych historii, widac ze niektore z dziewczyn nie otrzymaly fachowego wsparcia (nawet jesli korzystaly ze wsparcia poloznych i doradcow ktorzy tez moga sie mylic.) Tym, ktore chcialyby powrocic do karmienia piersia lub walczyc o laktacje przy kolejnym dziecku polecam ksiazke „Warto karmić piersią?I co dalej” Znam dziewczyny ktore po przeczytaniu tej książki odkryly swoje problemy i stwierdzily ze gdyby wczesniej mialy dostep do takich szczegolowych informacji to karmienie naturalne byloby latwiejsze. Co do doradcow laktacyjnych to warto wybrac sie do profesjonalnych z aktualnym certyfikatem a nie do kobiet ktore kiedys zrobily kurs i dalej sie nie doksztalcaja- to bardzo wazne.

Do karmienia dziecka piersią potrzebne są: dziecko oraz pierś. Tak mówiła nam położna w szkole rodzenia. Ale dodała również, że potrzebna jest determinacja. Nie rozumiałam o co chodzi. Przecież nie ma nic bardziej naturalnego niż karmienie przez matkę własnego potomstwa! No i się przekonałam…
w czerwcu 2012 roku zostałam mamą Szymona, pokarm po porodzie naturalnym pojawił mi się dopiero piątego dnia po porodzie. do tego czasu syn wymęczył moje brodawki, bo próbował nieumiejętnie ssać coś czego nie było :( Pomagały mi położne i konsultantka laktacyjna na oddziale, choć lekarka próbowała mnie wysłać do domu na trzeci dzień po porodzie, bo :”przecież ona ma tam kompletnie sucho!” A ja odmówiłam wypisu (tak ! jest taka możliwość dziewczyny!), bo chciała powalczyć o karmienie naturalne pod okiem fachowego personelu. Położne zalecały przystawiać dziecko jak najczęściej, a żeby miał siły ssać, to po takim przystawianiu niejako w nagrodę dostawał butlę. No i pewnej nocy załapał o co chodzi i jak się przyssał ,to puścić nie chciał :) mleko wreszcie się pojawiło pomału i tak minęło 13 miesięcy. Po drodze były zastoje i zapalenie piersi, na początku syn niemal nie odrywał się od cycka (niemożliwe niemal było normalne domowe funkcjonowanie) ,ale wszystko się unormowało. Prawdopodobnie pomogła mi myśl, że karmienie mm to tak jakbym karmiła dziecko zupkami chińskimi! Sztuczne jest zawsze gorsze od naturalnego i nikt nie ma prawa kłamać, że jest inaczej! Do jasnej ciasnej! Tysiące lat historii ludzkości i setki pokoleń naszych przodków są przecież dowodem, że DA SIĘ własne dzieci wykarmić! Gdybyście nie miały dostępu do sztucznego mleka, to nie miałybyście wyjścia. Moja lekarka prowadząca opowiedziała historię ze swojej rodziny, że dziewczyna urodziła (w Niemczech) i przez TYDZIEŃ nie miała pokarmu i dziecko na oddziale nie dostało mm. Bo personel wierzył i w mamę i w dziecko. No i się udało. Mleko sztuczne to świetna wymówka dla braku determinacji. A poza tym uważam, że skoro decyduję się na dziecko, to moim OBOWIĄZKIEM jest zapewnienie mu WSZYSTKIEGO co najlepsze. I gadanie, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko ma o tyle sens, gdy „mamusie” nie mylą własnej wygody z koniecznością sztucznego karmienia. Obecnie panuje plaga matek co to „mają mało pokarmu”, albo „dziecko nie chce ssać”! Jak to dziecko nie chce ssać?! Toż to ssak jest! To odruch, ale trzeba mu pomóc się tego właściwie nauczyć i mama też musi się tego nauczyć. Ale nie można się poddawać i być leniwym. Pamiętajcie: mleko modyfikowane to takie zupki chińskie.

Pierwsza córeczkę karmiłam wyłącznie piersią przez pierwsze 6 miesięcy bez większych problemów. Teraz 4 pełne miesiące karmiłam druga córeczkę WYŁĄCZNIE piersią, przezwyciezalam kolejne kryzysy laktacyjne i walczyłam jak lwica, zeby karmić tylko i wyłącznie naturalnie, aż tu nagle BUM – Maleńka przestała się najadac i KONIEC…. Nie pomogło pobudzenie piersi laktatorem, ani Femaltiker- choć przedtem te sposoby działały – i po wszystkim…. Musiałam podać butle. Płakałam rzewnymi łzami i nadal nie mogę zrozumieć co sie stało, ale wiem ze zrobiłam wszystko co było w mojej mocy i nie obwiniam siebie. Następnego dnia po odstawieniu od piersi mąż zabrał mnie do kina i było to nasze pierwsze wyjście od urodzenia Maleńkiej (przedtem nie zgadzałam sie zeby zostawiała „bez cyca” na dłużej niż pół godziny) i moje uczucia stały sie ambiwalentne, poniewaz mimo żalu i tęsknoty za karmieniem naturalnym, jednocześnie byłam niesamowicie szczęśliwa, ze „wreszcie zerwalam sie z laktacyjnej smyczy” i teraz ja tez mogę od czasu do czasu gdzieś wyjść jak człowiek….

Chyba nikt z tutaj obecnych nie chciał od początku karmić swojego Maleństwa mm. Ja tak samo. Całą ciążę myślałam, że będę karmić piersią. Jednak natura chciała inaczej. Rozwiązanie ciąży cesarskim cięciem nie pomogło mi we wzbudzeniu laktacji. Córcia od początku była dokarmiana. Po powrocie do domu była karmiona piersią i mm. Najpierw przystawiałam ją do piersi, a potem dokarmiałam mlekiem modyfikowanym. W 10 tygodniu definitywnie skończyło się rumakowanie. Córcia ssała pierś, a z niej nic nie leciało. Powodowało to u niej frustracje. Prężyła się i szarpała mi sutki. Bolało mnie i ona się bardzo denerwowała. Efekt był taki, że zmęczona wysiłkiem przy piersi, który w dodatku nie dawał efektu, ze zmęczenia usypiała przy butli i nie dojadała. Po dwóch dniach męczarni podaję jej najpierw mleko modyfikowane, a pierś dostaje na koniec, na uspokojenie i wyciszenie i traktuje to jako chwilę przytulania dla nas.Pani Anna, która twierdzi, że matki mające mało lub nie mające wcale pokarmu w piersiach nie zdarzały się na przestrzeni wieków, chyba nie do końca ma pojęcie o czym mówi. Zdarzały się i to wcale nie rzadziej niż dzisiaj. Tylko dzieci takich kobiet po prostu umierały z głodu, albo były karmione mlekiem zwierząt hodowlanych, np. krów czy kóz. Więc niech szanowna Pani Anna sobie będzie laktacyjną terrorystką. Może sobie snuć swoje pseudonaukowe teorie o tysiącach lat niczym niezmąconej laktacji u wszystkich kobiet. Chyba przespała pańcia lekcje historii, ponieważ są znane przypadki dzieci królewskich karmionych przez mamkę lub mlekiem krowim. Pani Annie najwyraźniej nie przyszło do głowy, że według darwinowskiej koncepcji ewolucji, dzieci, których matki miały za mało pokarmu lub nie miały go wcale, po prostu umierały. Czy tego szanowna Pani Anna sobie życzy, żeby nie podawać „zupki chińskiej” dziecku? Lepiej niech umiera z głodu, prawda? Zastanawiam się głęboko, z kąd się tak durne baby biorą i na jakiej zapadłej wiosze się uchowały… Dziewczyny! Nie możecie karmić piersią? Karmcie mlekiem modyfikowanym. Nie katujcie siebie i dziecka! Opinię laktacyjnych terrorystów miejcie dokładnie tam, z kąd oni wyciągają swoje poronione teorie i osądy! Nie chcecie karmić piersią, a macie mleko? Wygaszenie laktacji to też jest Wasz wybór! Jasne, że mleko matki jest dla dziecka najlepsze, ale nie dajcie sobie wmówić, że szkodzicie swojemu dziecku dając mu mleko modyfikowane. Porównanie mm do zupki chińskiej jest co najmniej kretyńskie z samego założenia. Starajmy się karmić piersią, ale nie dajmy się zwariować! Niedożywione dziecko karmione piersią będzie się rozwijać zdecydowanie gorzej, niż dziecko prawidłowo karmione mlekiem modyfikowanym. Więc jeśli macie za mało mleka, dokarmiajcie. Dbajcie o pełne brzuszki swoich maluchów, a odwdzięczą się Wam pięknym uśmiechem od ucha do ucha :)

Żadna durna lafirynda nie będzie oceniać moich życiowych wyborów. Rzekłam.

kochana moja przedmówczyni NIE JESTEŚ wyrodną matką!!! dla dziecka najważniejsze jest to, że Je kochasz, że Je przytulasz, nosisz gdy płacze !!! nie katuj się takimi myślami. jak nie masz pokarmu, to lepiej nie stresuj dzieciątka i siebie. dla Twojej córci najważniejsza jesteś TY, a nie to jakie pije mleko-Twoje, czy modyfikowane. Twoja córcia potrzebuje mieć tylko pełen brzuszek jedzenia, dla niej nie ma różnicy z jakiego źródła to mleko się bierze. Wyrodną matką można nazwać kobietę, która nie dba o swoje dziecko, a Ty taka nie jesteś!!

całą ciążę nastawiałam się na karmienie piersią.niestety poród zakończył się cesarką, po której zabrano mi dziecko na całe 15 godzin. od samego początku mialam problemy z karmieniem. mała nie umiała chwycic brodawki, ja nie umiałam jej odpowiednio przystawić a personel na oddziale nie za bardzo miał czas żeby mi pomóc. w efekcie czego mala płakała, bo nie umiała pić, ja plakałam bo miałam poranione brodawki i ogólnie popadłam w jakąś depresję i byłam w wielkim stresie ( i kólko się zamyka, bo w efekcie bylo jeszcze mniej pokarmu). w końcu po godzinach płaczu zdesperowana poprosiłam o dokarmienie butlą. corka od razu stała sie spokojniejsza!!! po powrocie do domu po wizycie konsultantki laktacyjnej, wrócilam do karmienia. i kiedy już myślałam, że wszystko jest ok, okazało się, że mała nie przybiera na wadze i zarówno pediatra jak i połozna zaleciły dokarmianie butlą. tak więc dziś po trzech miesiącach karmię butlą, ale nadal ściągam swój pokarm do butli i podaję jako jeden z posiłków. najgorsze jest to, że cały czas uważam, że jestem wyrodną matką, która nie potrafi wlasnego dziecka wykarmić. nie potrafię poradzić sobie z poczuciem beznadziejności i pewnie dlatego nadal siedzę godzinami przy laktatorze i walczę o każdą kroplę…

Ja urodziłam w styczniu i też karmię córkę butelka. Nie żałuję swojej decyzji bo mała jest najedzona nie wrzeszczy non stop tylko się śmieje a nie tak jak było kiedy próbowałam karmić piersią..Wogóle to uważam że bardzo ciężko jest trzymać dietę dbać o siebie tak żeby mleko było.Ja nie miałam po prostu siły ciężki poród a potem znikąd pomocy bo mąż kierowca musiał do pracy iść i całymi tygodniami poza domem. I jakoś nikt nie rozumiał że nie mam siły na to by pilnować diety, jadłam byle co o ile wogóle jadłam. Zarządałam mleka dla małej od pediatry kilka tygodni koszmaru zanim trafiliśmy na właściwe i teraz jest z górki pomimo tego że jest alergiczką z refluksem. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia że nie karmię piersią, mama też jest ważna, musi być wypoczęta żeby mieć siłę na zajmowanie się pociechą.

Tak, wszystko się zgadza. Ja też się naczytałam i w teorii wszystko wyglądało pięknie. 12 lat temu na oddziale nie istniała nawet mała szansa na dokarmianie, a ja w drugiej dobie miałam już całkiem zgryzione brodawki przez synka, który domagał się mleka. W trzeciej dobie gdy synek wył non stop na moje żądanie lekarka zbadała i zgodziła się podać mu wodę z glukozą. W domu stosowałam się do wszystkich możliwych sposobów na zwiększenie laktakcji, jednak po 2 tygodniach płaczu mojego synka z głodu i mojego płaczu z bezsilności, wspólnie z pediatrą zdecydowaliśmy się go dokarmiać. Dziecko było o wiele spokojniejsze, a ja przestałam się tak stresować i starałam się jak najczęściej przystawiać go do piersi. W rodzinie również słyszałam komentarze, że „miałam tyle mleka, że bym inne noworodki mogła wykarmić jeszcze”, co oczywiście sprawiało mi przykrość, chociaż wiem, że one nie mówiły tego złośliwie. A ja naprawdę nie byłam w stanie wyprodukować więcej pokarmu.

Za to przekonałam się, że istnieje karmienie mieszane- karmiłam synka 10,5 miesiąca piersią i uzupełniałam butelką (rozszerzając dietę o inne pokarmy). Synek nauczył się korzystać z obu form karmienia.Teraz mam 2 miesięczną córeczkę i historia z karmieniem się powtórzyła, z tym że po cesarce w ogóle nie miałam pokarmu, ale teraz nie ma w szpitalu problemu z dokarmianiem dzieci i obyło się bez komentarzy. O swój pokarm musiałam zawalczyć mocniej, bo córcia okropnie poraniła mi brodawki i kilka dni w ogóle jej nie mogłam przystawiać do piersi, aż do wygojenia, a potem z silikonowymi kapturkami. Oczywiście butelkę wprowadziłam od razu, żeby dziecko nie płakało z głodu, a jednocześnie po wygojeniu się piersi, przystawiałam ją jak najczęściej. Były takie momenty, że ona nie chciała ssać piersi- wyginała się w łuk i ryczała wniebogłosy, więc zrezygnowana, musiałam jej podawać wtedy butlę i ściągać pokarm laktatorem. Teraz kiedy już stała się bardzo kontaktowa, sama się doprasza, aby przytulić się do piersi i chętnie ssie, zwłaszcza gdy potrzebuje wyciszenia. Mam zamiar nadal ją karmić piersią oraz mlekiem modyfikowanym.

Polecam gorąco karmienie mieszane! To naprawdę jest możliwe przy odrobinie dobrych chęci mimo, że lekarka stwierdziła, że córka bardzo szybko zrezygnuje z piersi, bo dzieci nie lubią się męczyć ssaniem jeśli jest dokarmiana. Kiedy powiedziałam, że synka karmiłam w ten sposób aż do 10,5 miesiąca pani doktor zaniemówiła. Dziewczyny nie poddawajcie się i próbujcie pokombinować, a jak się nie da, to trudno- dziecko i tak nie będzie pamiętać w jaki sposób było karmione.

No i nawet tu musiała się zapałętać nawiedzona z teoriami o wytwałości … jak czytam te bzdury to mnie trzęsie ! Też przeżyłam terror laktacyjny , na szczęście tylko na oddziale bo od 4 doby moje dziecko było na butelce. Przez miesiąc walczylam o laktacje i poddalam się. Po drodze oczywiście była Pani pediatra, która każdą dolegliwość syna tłumaczyła mm – bo dzieci na piersi kolek przecież i ciemieniuchy nie mają o alergii nie wspomnę. Ale uodpornilam się na te komentarze. Nie żałuję wyboru bo oszczedzilam sobie i synkowi wielu trudnych chwil przepełnionych beznadzieja i rezygnacja. Mi też z brodawek lala się krew, a bolały jakby ktoś je przypalal. Koszmar.

To jest po prostu straszne ile do powiedzenia mają matki, którym udało się karmienie piersią. Zawsze znajdą jakąś super przyczynę, przez którą na pewno nie udało się to tym butelkowym. Strasznie mi było źle przez to i myślę, że po prostu niektóre powinny zwyczajnie się zamknąć. Moje dziecko było zabrane zaraz po porodzie, przez zakażenie i dostało butlę. Tak się złożyło, że dostawał spazmów przy piersi, odpychał się i w ogóle były niezłe przeboje. Miałam ponoć wystarczająco mleka. Na początku ściągałam, później jednak chwycił, ale w ogóle nie chciał spać, bo jak zasnął przy piersi, to zaraz się budził i jakoś mleka robiło się coraz mniej. Piłam herbatki, dużo wody, dietę też miałam odpowiednią. Przez ściąganie pokarmu nie miałam czasu na nic i byłam coraz bardziej sfrustrowana. Dlatego mąż stwierdził, że powinniśmy karmić go sztucznie. Teraz nie żałuję. Jest zdrowy, przybiera książkowo. Bardzo fajnie, że kobiety się chwalą swoimi wiecznie mlecznymi piersiami, ale bierzcie pod uwagę, że nie każdemu się udaje i nie każde dziecko szybko to chwyta. Przez swoje komentarze nie pomagacie kobietom dla których to jest po prostu jakaś porażka. No ale tak – trzeba powiedzieć, że ktoś jest głupi a Wy jesteście takie mądre :D

Jeżeli chodzi o wodę to piłam jej ok 2-3 l. a i do tego doszły na pewno jeszcze inne płyny, tj. herbata, kawa zbożowa, czy Kubusie… No i tak jak poprzedniczki po 4 tygodniach przyszedł kryzys laktacyjny musiałam dokarmić i niestety od tej pory do teraz miałam katorgę, nie wystarczało w ogóle pokarmu, karmiłam po 3 do 5 minut każdą z piersi, a dodatkowo ściągałam po każdym karmieniu pokarm i niestety i tak nic prawie nie było w ściągnietej butelce, bo mała jednak całość spijała, a więcej mi ciągnąć nie chciała, bo takich nerwów dostawała, bo ciągnie a nic nie leci… A CAŁĄ CIĄŻE BYŁAM NASTAWIONA NA KARMIENIE PIERSIĄ i DALEJ BARDZO BYM CHCIAŁA, ALE WIEM, ŻE NIC Z TEGO JUŻ NIE BĘDZIE…

MOŻE PRZY NASTĘPNYM DZIECKU :)

A wodę młode mamy piły? Wazne jest to ze aby mieć mleko trzeba pic wode. Skad ma sie wziac mleko jak nie ma plynow w naszym organizmie. Ja tez mialam kryzysy i pierwszym dzieckiem i teraz. Ale bylam twarda. Moje dziecko bylo uczulone na laktoze z mojego mleka. I to tez przetrwalusmy. Syn ma 4 miesiace i nadal zajada tylko moja piers. I nie ma co brac do glowy. Musimy patrzec na siebie ( i na mezow :-)) Pozdrawiam

Gdy urodziłam synka w 2008 roku bardzo pragnęłam karmić Go piersią. Niestety pokarm miałam tylko przez 4 tygodnie. Do tego doszły problemy z brzuszkiem. Musieliśmy przejść na mleko modyfikowane. Moja kuzynka, gdy dowiedziała się, że już nie karmię piersią stwierdziła, że: ,, gdy się dziecko kocha to mleko leci”. Wg niej nie kochałam swojego synka???…..Co miałam zrobić, gdy synek płakał, bo był głodny a mleka w piersiach brak? Nie rozumiem takich ludzi i takiego zaściankowego podejścia. Czasami matka bardzo chce karmić a z różnych przyczyn pokarmu po prostu nie ma lub brakuje. We wrześniu tego roku urodziłam córeczkę, karmię Ją piersią nadal. NIE PIĘTNUJCIE MAMY NIE KARMIĄCEJ PIERSIĄ, JEŻELI NIE ZNACIE PRZYCZYNY JEJ DECYZJI

Popieram moje poprzedniczki. Ja też nastawiłam się psychicznie na karmienie piersią ale wyszło inaczej, gdyż mój synek był zabrany mi odrazu po porodzie do ciepełka więc tam go nauczyli pić z butelki i nie umie po prostu ssać piersi..ja się denerwuje i on też. Pozostało mi ściąganie pokarmu do butelki ale czy starczy mi na 5 miesięcy mleka. Dokarmiam go mieszanką bo oczywiście to ściągnięte mu nie starcza. Nie piętnujcię mam które nie karmią piersią, na pewno są tego powody jakieś.

Mój synek do 7 tygodnia był karmiony tylko piersią, ale przyszedł kryzys laktacyjny i mały zaczął słabo przybierać na wadze. Od kilku dni dokarmiam go mlekiem modyfikowanym i miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale mimo szczerych chęci i bardzo częstego przystawiania maluszka pokarmu nie wystarcza. Synek potrafi ciągnąć piersi przez 1,5 godziny a potem i tak jeszcze wciągnie trochę mleka z butelki. Ale staram się żeby jeszcze jak najdłużej dostawał z piersi tyle ile się da. Też czuję presję otoczenia i wiem, że jeśli nie starczy mi sił to przejdziemy na mleko modyfikowane. Dziecko nie będzie szczęśliwe, jeśli jego mama nie jest szczęśliwa więc musimy myśleć o dzieciach ale też dbać o siebie.

To jest prawda.Ja całą ciążę się przygotowywałam, że będę karmiła piersią. Jednak mój poród zakończył się cięciem i początkowo nie miałam pokarmu. A gdy już pszyszedł to jak karmiłam dziecko krwawiły mi brodawki. Okazało się, że mam za mało pokarmu żeby wykarmić maluszka (hmmm maluszka:)) 4200 waga urodzeniowa) Mały ciągnął pierś a tam już nic nie było i dlatego brodawki krwawiły, a on biedny płakał. Więc odciągałam do butelki bo chciałam żeby choć trochę tego lepszego pokarmu dostał. Ale było już później coraz gorzej.Coraz mniej miałam, a moja rodzina nalegała abym karmiła piersią. Ja to już wcześniej chciałam przestać bo męczyłam siebie i jego ale rodzina jak to trzeba piersią itd.. Także nie można nikogo osądzać bo są różne przypadki. Ja karmię sztucznie nie z mojej własnej woli tylko z przymusu.

Forum

Forum

Pakiety

Pakiety

Placówki